- 30 lat temu informacja o przyznaniu Nobla zaskoczyła Wisławę Szymborską w Zakopanem.
- Telefon ze Sztokholmu przerwał pracę poetki nad nowym wierszem aż na trzy lata.
- Szymborska zniosła „tragedię sztokholmską” z wielką godnością i właściwym sobie, ironicznym humorem.
- Najważniejsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24
„Nawet w Tatry uciec nie mogę”. Telefon, który zmienił wszystko
3 października 1996 roku Wisława Szymborska przebywała w Domu Pracy Twórczej Astoria w Zakopanem.Pochłonięta pracą nad nowym wierszem, nie spodziewała się, że za chwilę jej życie zmieni się na zawsze. Nagle została wywołana do telefonu – dzwonił pracownik Akademii Szwedzkiej z oficjalnym powiadomieniem o przyznaniu jej literackiego Nobla.
Zaskoczona i poruszona poetka przyznała, że „nie wie, co robić w tej strasznej sytuacji i że nawet w Tatry uciec nie może, bo jest zimno i pada deszcz”.Do rozpoczętego tego dnia wiersza wróciła dopiero po trzech latach.
Już wcześniej nazwisko Szymborskiej pojawiało się w gronie kandydatów do tej prestiżowej nagrody, lecz po wyróżnieniu Seamusa Heaneya w 1995 roku była przekonana, że Akademia nie przyzna Nobla dwóm poetom z rzędu. Tym większe było jej zaskoczenie, gdy okazało się, że to właśnie ona została doceniona za „poezję, która z ironiczną precyzją pozwala historycznemu i biologicznemu kontekstowi ukazać się we fragmentach ludzkiej rzeczywistości”.
Obiad na zimno i ucieczka do łazienki. Koszmar nagłej sławy
Wieść o Noblu rozniosła się błyskawicznie. Do Astorii w Zakopanem przybyli dziennikarze z całej Polski. Szymborska, na szybko zwołanej konferencji prasowej w hallu Astorii, mówiła:
„Mam nadzieję, że nie przewróci mi się w głowie”.
Mimo prób zachowania spokoju, jej prywatność została wystawiona na ciężką próbę – tłum dziennikarzy i fotoreporterów czatował pod drzwiami jej pokoju, a nawet drogę do łazienki musiała pokonywać przez kordon reporterów.
Poetka nie miała chwili wytchnienia. Podczas próby zjedzenia obiadu kolejny raz została wezwana do telefonu – tym razem dzwonił Czesław Miłosz z gratulacjami i wyrazami współczucia, tłumacząc, że doskonale zna ciężar sławy, który właśnie spadł na barki Szymborskiej. Do końca pobytu w Astorii nie udało jej się zjeść nic ciepłego.
Papieros z królem i embargo na zdjęcie
Podróż do Sztokholmu po odbiór nagrody również obfitowała w anegdoty. Szymborska z przyjaciółką Teresą Walas żartowały, że mogłyby „sterroryzować załogę, porwać samolot i skierować go na południe, by przeczekać uroczystości w ciepłych krajach”.
Na wielkim bankiecie noblowskim Szymborska siedziała obok króla Karola Gustawa XVI. Rozmawiała z monarchą po francusku, opowiadała dowcipy, a nawet udało jej się wyciągnąć króla na papierosa. Władze szwedzkie nałożyły embargo na zdjęcie, na którym oboje trzymają papierosy, by nie gorszyć poddanych.
Popularność i obowiązki związane z Noblem okazały się dla poetki ogromnym wyzwaniem. Jej bliscy zaczęli dzielić jej życie na dwa etapy: przed i po „tragedii sztokholmskiej”. Jednak, jak wspominał publicysta i krytyk literacki Jerzy Illg, „zniosła to z godnością”.
Tagi:Nagroda NoblaWisława Szymborska
chcesz widzieć więcej artykułów od RMF24?
dodaj w Google
Source: www.rmf24.pl

