Justyna Bryczkowska16 października 2026, 19:09
W związku z tym, co zobaczyłam na ekranie pomiędzy Agatą Kuleszą i Dobromirem Dymeckim w filmie “Czas, który nie nadszedł”, mam apel do polskich filmowców. Nakręćcie proszę komedię romantyczną z rozumem i godnością człowieka, w której ta dwójka zagra znowu parę kochanków.
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google
Ten film to połączenie wielu zaskakujących elementów. Debiutująca reżyserka i gwiazdorska obsada z Agatą Kuleszą oraz uwielbianym za rolę Bogdana z “1670” Dobromirem Dymeckim na czele. A do tego to sci-fi po polsku z elementami dystopii oraz melodramatu. “Czas, który nie nadszedł” mógł być przekombinowanym smętem z kategorii kina zbyt ambitnego, a tymczasem naprawdę chwycił mnie za serce.
Można się wystraszyć, kiedy się słyszy hasło “polski film science fiction”, bo póki co nie mamy zbyt wielu przykładów naprawdę udanych produkcji w tym klimacie. Nasza branża wykłada się często na niezbyt przekonujących efektach specjalnych, naciąganych scenariuszach albo np. miałkiej konstrukcji świata przedstawionego. Reżyserce Julii Rogowskiej i scenarzystce Małgorzacie Piłacińskiej udało się tych pułapek sprytnie uniknąć.
Wydaje mi się, że “Czas, który nie nadszedł” pod względem tematyki i prowadzenia bohaterów mocno koresponduje z tym, co i jak pokazał nam hollywoodzki obraz “Ludzkie dzieci” z 2006 roku z Clivem Owenem i Julianne Moore. Tam ludzkość utraciła możliwość reprodukcji, tutaj społeczeństwo próbuje z dość przerażającymi skutkami zlikwidować starość. Na tym tle para dawnych kochanków konfrontuje się z zagrzebanymi na lata uczuciami, konsekwencjami swoich decyzji i szuka odpowiedzi na pytanie, czy ich wybory były słuszne?
Ale po kolei.Wszystko kręci się wokół postaci Sary. Spotykamy ją, kiedy jako młoda dziewczyna (Anna Bieżyńska) z plecakiem chce jechać nad morze pociągiem. Przy dworcowym okienku okazuje się, że nie można płacić kartą, a ona gotówki nie ma. Niespodziewanie z pomocą przychodzi jej Oskar (Dobromir Dymecki), który dosłownie przed chwilą wypatrzył ją w tłumie i postanowił poznać. Tak zaczyna się historia ich miłości.
Z kilku prostych scen dowiadujemy się, że ona jest spontaniczna i niezależna, a on romantyczny i czuły. Bieżyńska i Dymecki są przy tym tak uroczo naturalni, nienachalni oraz sympatyczni, że nie miałam wątpliwości, że to znacząca dla przebiegu akcji relacja. Co więcej, od razu w nią uwierzyłam i to nie tylko dlatego, że tak lubię Dobromira Dymeckiego.
Dość szybko okazuje się, że ta sekwencja z dworca i pociągu to wspomnienie Sary, którą teraz widzimy po wielu latach – tu już do akcji wkraczaAgata Kulesza. Jest otoczona staruszkami, a wszyscy mieszkają w zamkniętym ośrodku składającym się z domków letniskowych w lesie.
Od słowa do słowa dochodzimy do tego, że są wąską grupą ludzi, którzy zrezygnowali z przyjęcia tzw. kuracji antygeriatrycznej. Ta sprawia, że człowiek przestaje się starzeć i chorować, ale jest jeden zasadniczy kruczek: kosztem cudownego panaceum na starość jest skrócona długość życia. Każdy kto przyjął kurację, umiera niedługo po 70. urodzinach. Sara odmówiła, Oskar podjął inną decyzję.
Miłość w czasach dystopii. Romantyczne sci-fi po polsku
W międzyczasie rządząca krajem partia uznała, że w nowym społeczeństwie nie ma miejsca dla starości, chorób i naturalności. Ci, którzy wybrali starzenie, zostali trwale wykluczeni z życia publicznego. Na mocy państwowych przepisów żyją zamknięci w wydzielonych ośrodkach, których nie mają prawa opuszczać.
Buntownicza Sara znajduje po latach życia w izolacji sposób na to, by uciec, ale nie wszystko idzie zgodnie z planem. Taka osoba jak ona rzuca się boleśnie w oczy w chłodnym świecie pięknych, wymuskanych i pastelowo ubranych ludzi. Jest chodzącym tabu. Zdesperowana prosi niewidzianego od lat Oskara o pomoc. Nieplanowane przez nich spotkanie sprawia, że muszą się skonfrontować z pytaniami i uczuciami, które wypierali od rozstania.
Siłą tego filmu są zdecydowanie wiarygodni bohaterowie, ich przeżycia oraz relacje. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że za Agatą Kuleszą podąża się bezwiednie. Jej Sara jest charyzmatyczna, łatwa do polubienia, a jednocześnie wielowymiarowa. Kulesza powoli wyłuskuje ją z kolejnych warstw i wciąga nas w podróż emocjonalną bohaterki.
Dobromir Dymecki też nie ma problemu ze zdobyciem sympatii widza. Powiem więcej, chwilami ma na ekranie taką chemią z każdą z aktorek, które grają Sarę, że widzę u niego duży potencjał na zostanie ulubionym amantem kina.
Ten jego Oskar jest romantyczny, ale nie afektowany. To jednocześnie fajny chłopak z sąsiedztwa, który zaskakująco dobrze jak na faceta jest skontaktowany ze swoimi emocjami. Jak się wkurza na Sarę, to jakoś tak, że czuć w nim frustrację i troskę, że ona robi znowu coś głupiego. Nie jest pozbawiony jednocześnie wad, błądzi i musi różne rzeczy przepracować. Nie miałam problemu, żeby uwierzyć w to, że kiedy kreowana przez Kuleszę Sara niespodziewanie się pojawia w jego drzwiach, odżywają w nim różne uczucia.
Kulesza i Dymecki prowadzą tę historię też tak, że łatwo postawić się w miejscu poszczególnych postaci i zrozumieć, na czym polegają dylematy, z którymi się zmagają. Patrząc na to, jak zduszone przez nich emocje coraz silniej dają o sobie znać, człowiek trochę bezwiednie zaczyna się zastanawiać, jaką sam podjąłby decyzję?
Warto też zwrócić na mocną rolę Michaliny Łabacz. Jej bohaterka mimo pozornego wycofania, przeżywa bardzo mocne emocje. Postawiona w niezręcznej sytuacji potrafi zdobyć się na gest dobrej woli, choć jej cierpliwość też kiedyś się kończy. Jednocześniejestem pełna uznania dla Macieja Musiała, który jednym dialogiem udowodnił mi, że potrafi oddać mentalność polskiego archetypowego ojca-marudy. Doceniam też, że przewrotnie gra tutaj teścia Oskara. To też działa na wyobraźnię widza.
Niemal jedyne, co w tej wizji jestem skłonna krytykować, to stereotypowe dla fantastyki imiona typu Layla, Sara, Oskar. No i może peruki, które noszą Agata Kulesza i Dobromir Dymecki, bo przez nie wyglądają ciut nienaturalnie. Może też muzyka jak na mój gust była zbyt ponura, ale nie dominuje nad obrazem. Jednocześnie mam dużo uznania dla działu scenograficznego i kostiumograficznego za elegancko i minimalistycznie zbudowaną rzeczywistość na ekranie.
Podoba mi się widoczny podział wizualny na dwa światy. Ten nowoczesny jest chłodny, betonowo-stalowy, minimalistyczny, niemal sterylny. Świat, w którym istnieje starość i wszystko to, czego partia chce się pozbyć, jest z kolei jak pocztówka z przeszłości: obdrapany, nieregularny i pełny niedoskonałości. Jednocześnie twórcy nie sięgali po wymyślne scenografie, po prostu mądrze dobrano współczesne plenery i wnętrza. Dzięki temu ta rzeczywistość jest trochę znajoma, a trochę nierealna.
Obiektywnie rzecz biorąc, w fabule tego filmu nie dzieje się dużo. A jednak opowiada na wiele tematów i zaprasza do ważnych przemyśleń – ale nie wpycha nam w gardła gotowych odpowiedzi.
“Czas, który nie nadszedł” to jednocześnie ostrzeżenie przed światem, w którym bycie sobą może być zbrodnią, opowieść o tabu i wolności w świecie odmienionym przez epokowe wynalazki. To dla mnie jednak przede wszystkim poruszająca historia miłosna, w którą wierzy się bez względu na dystopijne dekoracje. Film w kinach od 16 pażdziernika.

Film oburzył katolików i ominął wiele kin. Można już obejrzeć go w domu- <img src="https://bi.im-g.pl/im/07/8c/1f/z33081863H.jpg" alt="Polska aktorka była inspiracją dla jednej z najsłynniejszych postaci Marvela” loading=”lazy”>
Polska aktorka była inspiracją dla jednej z najsłynniejszych postaci Marvela 
Ta alpejska dolina to zimowy pewniak. Śnieg, 86 km tras i atrakcje, które pokochają także rodziny z dziećmiMATERIAŁ PROMOCYJNY
“Lalka” Netfliksa to przy tym pikuś. Tak zmienili sens książki Kinga
Pierwszy taki film w karierze Joanny Kulig. “Wielkie przeżycie”
- 19:09
Poszłam na polskie sci-fi. Dostałam romans, którego potrzebowałam - 14:14
Zapomniany kandydat do Oscara na Netfliksie. DiCaprio zachwyca jak nigdy - 12:03
Usunęliśmy jedno słowo z tytułów 16 polskich filmów. Uzupełnisz je? - 12:02
Pamiętacie “Bulletproof”? Wokalistka nagle zniknęła. Teraz wiadomo czemu - 10:22
Superbohater z bramy. “Zły” z Teatru Rampa przenosi widzów do świata Leopolda Tyrmanda.MATERIAŁ PROMOCYJNY PR
Source: kultura.gazeta.pl


1 Comment
Pingback: To wydarzyło się naprawdę, a teraz trafi na Netflixa. 6 odcinków o mrocznej stronie Polski - Warsaw.Today