Justyna Bryczkowska4 listopada 2026, 08:56
– W domu szyłem, nacinałem, kombinowałem, żeby nauczyć ręce i oswoić oczy z tą działalnością – opowiada Ireneusz Czop w wywiadzie z Gazeta.pl o tym, jak przygotowywał się do grania doktora Andrzeja, szefa Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w hitowym serialu “SOR”.
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google
Bez cienia przesady możemy powiedzieć, że “SOR” to najpopularniejszy od czasów premiery “Na dobre i na złe” oraz “Na sygnale” serial medyczny Telewizji Polskiej i nie tylko. Kiedy TVP2 zaprezentowało 20 październikapierwszy odcinek, oglądało go prawie 1,2 miliona widzów. Zainteresowanie koprodukcją stworzoną we współpracy z Prime Video było tak duże, żeTVP zmieniło godzinę emisji kolejnych odcinków we wtorkowe wieczory z 22:50 na 21:50. Nowy serial zamienił się miejscami z “Na sygnale”. Ciekawostką jest to, żejest osadzony w tym samym uniwersum i jego akcja także rozgrywa się w kultowej Leśnej Górze.
Ireneusz Czop o “SOR-ze”: Uczyliśmy się działać jak prawdziwi lekarze
Jeśli ktoś jednak nie chce czekać, to cały 12-odcinkowy sezon może już obejrzeć na Prime Video. Widzowie skrzętnie z tej możliwości korzystają, bood premiery “SOR” na platformie jest niezmiennie najpopularniejszym tytułem w Polsce i zajmuje pierwsze miejsce na liście najczęściej oglądanych u nas pozycji.
Ireneusz Czop wciela się w tej produkcji w uśmiechniętego ordynatora Andrzeja Drawskiego, który czuwa nad tym, by oddział ratunkowy działał bez zarzutu. Do opanowania ma nie tylko nagłe przypadki medyczne, bo i jego podwładni często potrzebują pomocy. O tym, jak wyglądały przygotowania do produkcji i praca na planie, aktor opowiedział nam więcej w wywiadzie z okazji premiery serialu.
Justyna Bryczkowska: W doktorze Andrzeju, którego grasz w “SOR-ze”, podziwiam to, że jest taki opanowany. A musi zapanować nad tym chaosem na dyżurze i mniej lub bardziej bystrymi rezydentami. Skąd u niego to się bierze?
Ireneusz Czop: Jeżeli się potrafi gospodarować swoimi emocjami, to więcej się przekazuje, niż kiedy oddajemy się temu chaosowi. Nie wydaje mi się do końca też, że to jest chaos. To raczej rozwibrowana emocja i nastrój.
Tam jest dużo tematów i pilnych rzeczy do zrobienia, a Andrzej jest po to, żeby mówił o tym, co jest ważne. W nim też buzują emocje, zwłaszcza takie związane z kulisami jego prywatnego życia: z utratą żony, pewnego rodzaju samotnością, z tym że poświęcił tę prywatność dla zawodu.
Czasami to nie jest jakaś świadoma decyzja, po prostu tak się dzieje, że pasja podąża za działaniem. Jak jest lekarzem i robi to dobrze, stara się wykonywać swoją pracę uczciwie, to nagle staje się to jego miłością. A też ci ludzie, którzy znajdują się dookoła niego, są obiektem tej miłości. Więc on czuje się odpowiedzialny. Wydaje się, że jest spokojny, a tam się w środku dzieje.
Nie da się grać zgranej ekipy medycznej, jeśli chociaż trochę się nie wie, co robią medycy w pracy. Zazwyczaj w polskim filmie lekarze są przemęczeni i zdeprawowani. Wasi bohaterowie są zaangażowani i widać, że chcą działać. Jak na te emocje przeniosły się przygotowania do pracy na planie?
– Tych wszystkich funkcyjnych rzeczy uczyliśmy się tyle, ile było można. Mieliśmy tygodniowy obóz, na którym po kilkanaście godzin dziennie robiliśmy choćby tylko podstawowe rzeczy. Na przykład ćwiczyliśmy intubację, jak przenieść pacjenta z łóżka na łóżko, uczyliśmy się, jak zrobić podstawowe cięcie albo szycie. Braliśmy do domu te wszystkie fantomy. Ja tam w domu szyłem, nacinałem, kombinowałem, żeby nauczyć ręce i oswoić oczy z tą działalnością. To jest umiejętność trochę krawiecka, a to jest na pewno ważne, by wiarygodnie wyglądało na ekranie.
Istotne były też inne przygotowania: przebywanie na prawdziwym SOR-ze, rozmowy z przyjaciółmi, lekarzami i przede wszystkim konsultantami medycznymi. To dla mnie ciekawe! Mieliśmy konsultantkę, panią Martę, która zajmuje się transplantacją wątroby. Jest w to nieźle zakręcona; jeździe po świecie, by znaleźć odpowiedniego dawcę, przywieść wątrobę do pacjenta, któremu może uratować życie. Ona potrafiła przyjść po swoim bardzo długim dyżurze na SOR-ze, żeby nas pooglądać i dawać nam uwagi. To było wspaniałe.
Jakie dawała wam uwagi?
– Różne. Zaczynało się od tego, jak o czym rozmawiamy. Czasami nazywaliśmy coś skrótowo, bo było opisane bardzo długo. Śmialiśmy się, że produkcja musi mnie wysłać na jakieś logopedyczne szkolenie, żeby wypowiedzieć większość tych słów, które wypowiadałem w serialu. Udało mi się na szczęście bez tych konsultacji logopedycznych, ale zaczynaliśmy od nomenklatury, potem przechodziliśmy przez normalne zachowanie i tryb pracy.
To znaczy?
– Rozmawialiśmy o tym, jak myśleć o tym, co widzimy na dyżurze, jaka w związku z tym idzie decyzja, jakie ma dalsze konsekwencje. Ale też o tym, w jaki sposób ludzie porozumiewają się na SOR-ze: czy mówią per ty, per pan-pani, czy na siebie krzyczą, czy są dla siebie mili, czy ze sobą żartują. To budowało taką po prostu ludzką przestrzeń. Przebywamy w niej, musimy ze sobą wytrzymać kilkanaście godzin dziennie. Codziennie.
To dla nas, aktorów, też jest trudne. Też jesteśmy zmęczeni, też jesteśmy w pracy, a więc musimy połączyć te wszystkie rzeczy. To nie tylko uczenie się tekstu czy komponowanie tej roli i odpowiednich scen. To wcielanie się w tego lekarza, który jednak potrafi działać.
Bardzo ładnie powiedziałeś o zarządzaniu emocjami. Zastanawiam się, jak się nabywa taką umiejętność, zwłaszcza w tak obciążającej pracy? Czy tu aktorstwo i trenowanie medycyny jakoś się pokrywają?
– Pewnie dlatego widzimy pewnego rodzaju szorstkość albo czasami taki zimny dystans u lekarzy. Zajmę się jednak nimi, bo u aktorów gospodarowanie emocjami jest zarazem trudniejsze i łatwiejsze. My po prostu czasami musimy je puścić, a czasami musimy je schować. Natomiast u lekarzy chyba jest jeden wektor, czyli schować emocje. Czy wypierają emocje? Pewnie tak. Czy mają takie flashbacki albo, nie wiem, jak to nazwać, takie, przepraszam za wyrażenie, beknięcie emocją? Myślę, że tak.
Myślę, że ten rodzaj emocji, który kumuluje się przez te dni, godziny, miesiące, lata, musi gdzieś znaleźć upust. Prawdopodobnie dlatego lekarze są na przykład szorstcy albo wydają się nieobecni czy niezaangażowani. Trochę ich bronię. Pewnie jest i to, i to. Pewnie zawsze znajdzie się ktoś, kto przybrał taką maskę i ona się do niego przykleiła, wrosła w niego, przez co już nie jest zaangażowany. A inny jest zaangażowany, ale w tym świecie niezaangażowanych nie będzie się wychylał, będzie robił swoje.
Lubię, jak ludzie czasami zakładają maski. Bo lubię się tam dokopać, co jest pod spodem. W dużej mierze mnie to nie zawodzi. Mnie to zaskakuje, że tam są fajni ludzie.
Co pomyślałeś, kiedy przeczytałeś scenariusz “SOR-u”?
– Powiedziałem: “O Boże, ile roboty”. Poważnie, bo tej roboty tam jest po kokardę. Oprócz tego, że się mówi takie aktorskie rzeczy – czyli kogo się lubi, kogo się nie lubi, jak to wygląda, jaką postać się tworzy, jaki jest rytm tworzenia tej postaci – to są te wszystkie działania medyczne. Są dla nas bardzo trudne do zaabsorbowania i zaadaptowania. To jest niezwykle wymagające. To jest pierwsza rzecz.
A druga?
– Popatrzyliśmy, ile mamy dni na odcinek i nagle zrobiło się tak bardzo szybko. Na szczęście producenci, scenarzyści i reżyserki działają razem jak dobrze naoliwiona i rozkręcona maszyna. Są fantastycznie decyzyjni, dokładnie wiedzieli, czego chcą. Też dogadywanie się z operatorami, szwenkierami, było niezwykle istotne na tym planie. To znaczy, że nagle zalała nas taka fala zadań.
Z jednej strony to jest straszne, bo jak się w tym połapać? Z drugiej strony, to fantastyczne, bo zadania odsuwają tego prywatnego nerwa gdzieś dalej. Czyli ja się muszę skupić tylko na zadaniu, zobaczyć, co tutaj jest i poczuć to, co mam zrealizować.
Czy masz swojego ulubionego serialowego lekarza i czy ktoś był twoją inspiracją?
– Pamiętasz taki czechosłowacki serial “Szpital na peryferiach”? Ja pamiętam. Nie wiem dlaczego, ale jak byłem dzieckiem, mnie interesowało, jak oni to robią. Co oni robią, że to się przekłada na pewnego rodzaju nerw? To było coś niezwykłego.
Oczywiście mógłbym wymieniać po kolei te seriale medyczne, które były hitami przez całe lata – polskie i zagraniczne. Miałem przyjemność też przez parę ładnych lat być w “Na dobre i na złe” i to też mi dało jakiś szlif. To jest super do grania, ale też do oglądania. Jednak jakiś człowiek decyduje się, żeby uratować komuś zdrowie czy życie. Fajne. Bardzo fajne.
O serialu “SOR”
Akcja serialu skupia się na pracy lekarzy na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Leśnej Górze. Głównym wątkiem jest relacja pomiędzy niepokornym, zdeterminowanym i skutecznym doktorem Piotrem Hajdukiem (w tej roliSebastian Dela), a jego dawną miłością, ambitną i zdyscyplinowaną lekarką Katarzyną Zawadzką (Sonia Mietielica). Między tą dwójką iskrzy zarówno na tle zawodowym, jak i uczuciowym. Ważne role grają też Ireneusz Czop (ordynator Andrzej Drawski), Andrzej Grabowski (profesor Krzysztof Zawadzki, niedoszły teść Hajduka i ojciec Kaśki),Dominika Kluźniak (przełożona pielęgniarek Basia), Mary Pawłowska (oddana pracy rezydentka Zuza), Patrycja Franczak (przebojowa rezydentka Ola), Maciej Bisiorek (stażysta Wojtek, który chciałby pracować na psychiatrii) i Maurycy Popiel (prokurator Krystian i życiowy partner Kaśki).
Za scenariusz odpowiadają scenarzyści takich produkcji jak “Barwy szczęścia” i “Na sygnale”, Pierwszy sezon zadebiutował 20 października jednocześnie na antenie TVP2 i platformie Amazon Prime. Podczas, gdy w telewizji zaprezentowano tylko pierwszy odcinek, w streamingu można obejrzeć już całość produkcji.

Dostał aż 8 nominacji do Oscara. Morgan Freeman: “To dzieło sztuki”- <img src="https://bi.im-g.pl/im/5a/9e/1e/z32107610H.jpg" alt="Lider oglądalności nie dał reszcie szans. Republika przed TVN24″ loading=”lazy”>
Lider oglądalności nie dał reszcie szans. Republika przed TVN24 
Polki marzą o lśniących włosach. Jeden kosmetyk może zrobić różnicęMATERIAŁ PROMOCYJNY
W PRL-u był gwiazdą kina. Zrezygnował z kariery i wyemigrował do USA
Jeden z najlepszych horrorów 2026 roku do obejrzenia w domu. “Świetny”
- 08:56
Ireneusz Czop przeczytał scenariusz hitu TVP. “O Boże, ile roboty” - 07:39
Czyste geny Habsburgów skazały go jak klątwa. Autopsja to udowodniła - 07:00
To pierwszy cośrodowy quiz w listopadzie. 13 pytań dla mózgowców! - 06:25
Poniedziałek o presji wyglądu. “To jest homoseksualna obsesja, żeby…” - 13:31
Fani spekulowali miesiącami. Znamy obsadę “Co wyszeptał nam deszcz”
Source: kultura.gazeta.pl

