
Manuela Gretkowska, fot. Jakub Kaminski/East News
Tytułowa bohaterka – Zofia (de domo Ulacht) zostaje nieszczęśliwą żoną Maurycego Potockiego (z tych Potockich, choć z „gorszej”, „skancerowanej” gałęzi sławnego rodu) i matką siedmioletniego Stasia. Ojciec Zofii – Adam Ulacht – to człowiek niezwykle majętny, ale jego ambicje sięgają dalej niż pieniądze. Chce swojej latorośli zapewnić arystokratyczną tożsamość, a wnukowi — dziedzictwo, tytuł i majątek. Kobieta zostaje więc właściwie paternalistycznie „zaprojektowana”. Jej małżeństwo z Maurycym (gejem, coraz bardziej otwarcie romansującym z mężczyznami) ma połączyć „nowe pieniądze” ze „starym” herbowym nazwiskiem. Jednocześnie pojawia się druga zasadnicza postać – Armand – sławny, atrakcyjny i bardzo świadomy własnego wizerunku pisarz. Jest cyniczny, dowcipny, prowokacyjny i seksualnie niejednoznaczny. To właśnie jego relacja z Zofią staje się jednym z głównych motorów tej bardzo „gęstej”, mozaikowej powieści.
Gretkowska w ostrym świetle przedstawia świat celebrytów z ich nihilistycznym rozpasaniem, uzależnieniem od narkotyków i perwersyjnego seksu. Bez pardonu ukazuje obłęd mediów społecznościowych i patologiczną potrzebę autopromocji za wszelką cenę. Pisarka ujawnia prawdziwe twarze dziennikarzy pozujących na moralne autorytety, odkrywa ich sadyzm w relacjach z bliskimi, przemoc o rysach autentycznego bestialstwa. Autorka „Milionerki” opisuje ukryte, mroczne mechanizmy promocji fałszywych bohaterów masowej wyobraźni, budowania sztucznych hierarchii w kulturalnym światku.
Luksus oparty na absurdalnej pogoni za unikatowymi dobrami materialnymi, snobizm przekraczający granice śmieszności, teatr pychy i głupoty w drogich dekoracjach – to sztuczny świat wymyślających się i wymyślających na siebie pustych ludzi w nowej Polsce.
Tymczasem ten pławiący się w degrengoladzie towarzyski grajdół, zamknięta elitarna zona pozerów, pseudosalon rzekomych wybrańców Fortuny, od początku jest skazany na anihilację. Może się ten niechybny koniec kojarzyć z tytułem słynnej powieści Michela Houellebecqa „Unicestwienie” („Anéantir”). Ten „houellebecqowski” rys jest wielką wartością książki Manueli Gretkowskiej. Pogłębione refleksje, filozoficzny ładunek, nowoczesna struktura pełna intertekstualnych gier to ogromny walor „Milionerki”. Dzięki temu (na szczęście) nie jest to kolejna polska „patoproza” epatująca wulgaryzmami.
Autorka udowadnia, że nawet o odrażającym świecie, bez zakładania sobie stylistycznego knebla, można pisać z klasą i inteligencją, a polszczyzna – tak często w naszej prozie deformowana i upadlana – wciąż może być nośnikiem wartościowych diagnoz i źródłem cennych cytatów. W pamięci czytelników mógłby pozostać choćby taki fragment, który ma siłę alegorii polskojęzycznego, skorumpowanego literackiego towarzystwa: „Na szarym korytarzu wydawnictwa, pod ścianą obwieszoną fotografiami bestselerowych autorów, wapowało dwóch pisarzy. Armand nie miał ochoty z nimi rozmawiać”.
chcesz widzieć więcej artykułów od RMF24?
dodaj w Google
Source: www.rmf24.pl

