Twórcy Netfliksa wyrzucili nasze ukochane wątki z ‘Lalki’. Dla wielu widzów to będzie herezja
Marta Korycka,
Justyna Bryczkowska16 września 2026, 07:01
Nowy serial Netfliksa podzieli widzów, ale naszym zdaniem udowadnia, że klasykę można opowiadać na nowo bez utraty jej ducha. O zaletach, wadach i najbardziej kontrowersyjnych zmianach dyskutują Marta Korycka i Justyna Bryczkowska.
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google
Justyna Bryczkowska: Znasz dobry polski odpowiednik słowa “retelling”? Bo netfliksowa “Lalka” nie jest dokładnie ani <a href="https://warsaw.today/ta-ksiazka-od-lat-czeka-na-ekranizacje-czytelnicy-juz-wybrali-kto-ma-zagrac/” title=”Ta książka od lat czeka na ekranizację. Czytelnicy już wybrali, kto ma zagrać”>ekranizacją powieści Bolesława Prusa, ani jej uwspółcześnioną wersją. To serial opowiadający na nowo o Stanisławie Wokulskim i Izabeli Łęckiej w tych samych dekoracjach, ale z innym “zeitgeistem”. Mamy tu zestaw mniej więcej tych samych postaci, akcja i realia społeczne pozostają podobne do oryginału, ale wszystko, co się dzieje, a nawet to, jak nasi bohaterowie mówią, jest na wskroś nowoczesne – choć “epokizowane”. Nie będę ukrywać, że bardzo mi się to podoba, choć kilka drobnych uwag do produkcji mam.
Marta Korycka: Użyłabym może słów “wariacja na temat”? Reżyser Paweł Maślona i współscenarzyści Paweł Demirski oraz Jagoda Dutkiewicz dali sobie dużo swobody. I teraz nie wiem, co robić, bo mam zdanie podobne do twojego – kłócić się zatem nie będziemy. Chyba że o szczegóły! Ewentualnie z konserwatywnymi widzami, bo jestem pewna, że będą na jej temat dyskusje.
Justyna: Wydaje mi się, że paradoksalnie do tych wszystkich zmian, duch powieści Prusa został zachowany. Ten serial rządzi się własnymi prawami: ma inną dramaturgię, wewnętrzną logikę i ton. Tam dzieje się to, co w “Lalce”, ale tak mniej więcej. Niezmiennie kluczowa jest obsesja Wokulskiego na punkcie Łęckiej, ale okoliczności towarzyszące zalotom są zgoła inne. Co do zasady te zmiany mi nie przeszkadzają, a nawet mi się podobają. Finał mnie wręcz zachwycił i bardzo za niego twórcom dziękuję – tego moje serduszko potrzebowało.
Jest jednak jedna rzecz, która mnie boli. Brak wątku procesu, postaci baronowej Krzeszowskiej i rezygnacja z komediowego motywu studentów. To były moje ukochane sceny w serialu TVP z lat 70. i nie mogę przeboleć, że twórcy nowej wersji “Lalki” je zignorowali w serialu. Przecież to nie tak, że zabrakło czasu albo odcinków. To mówią moje emocje, bo z logicznego punktu widzenia wiem, że to do tej nowej opowieści niekoniecznie pasuje.
Marta: Stawska, studenci, proces… też chciałabym zobaczyć te wątki na ekranie. Zapytam cię jednak najpierw o to, nad czym zastanawiała się być może część potencjalnych widzów, gdy ogłoszono obsadę: czy nie za dużo Tomasza Schuchardta w ostatnim czasie w kinie i serialach? I jak się sprawdza po raz kolejny w krótkim czasie (po, moim zdaniem niezbyt udanym, “Breslau” z września zeszłego roku) w duecie z Sandrą Drzymalską? I od razu sama sobie odpowiem: nie za dużo! Schuchardt jest fantastyczny, a i chemia między głównymi postaciami dla mnie jest tu taka, jak być powinna.
Justyna: “Breslau” nie widziałam, co nie zmienia faktu, że bezapelacyjnie kupuję ten duet Łęcka-Wokulski. Jest między nimi napięcie, jakie jest potrzebne, a jednocześnie oboje sprawiają, że i Izabela i Stanisław stali się bardziej ludzcy w swoich zachowaniach. Scenariusz też dał im szansę, by naprawdę mogli sobie partnerować, a nie odgrywać towarzyskie teatrzyki dyktowane XIX-wieczną etykietą.
Nie powiedziałabym też, że Tomasza Schuchardta za dużo ostatnio w kinie. Stwierdzam raczej, że gra czasem aż zbyt pamiętne postaci. Na początku seansu chwilami miałam przed oczami przebitki ze scen z “Domu dobrego” – niezbyt fortunne skojarzenie, acz nie aż tak od czapy. Na szczęście szybko o tym zapomniałam, między innymi dlatego, że pan Tomasz bardzo twarzowo prezentuje się z brodą i wąsikiem, które wizualnie przenoszą tę postać w czasie.
Marta: Największym zaskoczeniem obsadowym jest jednak dla mnie Jacek Braciak w roli ojca Izabeli!
Justyna: Zupełnie mi zredefiniował hrabiego Łęckiego i w końcu pokazał, że większość nieszczęść Izabeli bierze się z tego, jak arystokratycznie zwyrodniałego ma ojca. A Braciak w tym malowaniu portretu arystokraty pochłoniętego przez hazard, manię wielkości i uczłowieczającą go paradoksalnie głupotę jest jak żywa, chodząca iskra.
Marta: I co za Rzecki! Rola Dariusza Chojnackiego jest napisana i zagrana fantastycznie. Wątek jego i służącej Marianny (świetna Maria Kania) wciągnął mnie bez reszty. U Prusa pokojówki i lokaje przemykają gdzieś na trzecim planie lub są zupełnie niewidoczni, tymczasem – jak pisze w magazynie “Książki” Alicja Urbanik-Kopeć – było ich “w Warszawie 50 tys., pracowały po 14 godzin, za sześć rubli”. I często były to historie niemniej ciekawe niż kupców i arystokracji, a często – jak w przypadku serialowej Marianny – tragiczne i poruszające.
Justyna: Dla mnie najwspanialszym prezentem tej wersji jest zdecydowanie Dariusz Chojnacki jako Ignacy Rzecki. Wydawało mi się, że aktor, który dostanie tę rolę, będzie musiał walczyć z Markiem Kondratem. Tymczasem tutaj nie ma mowy o żadnej konkurencji, bo to są dwie różne postaci. Chojnacki jest w swojej wersji cudowny, a jednocześnie tak inny od tego, co pokazuje Kondrat. Kocham jego wątek i to, jaki jest ciepły oraz serdeczny. Mam nadzieję, że od tej pory będzie Chojnackiego więcej na ekranie i widzowie go pokochają tak, jak na to zasługuje.
Serialowy baron Krzeszowski to z kolei taka straszna gnida. Jaki Adamczyk jest tu wspaniale okropny i niedobry! Bardzo się cieszę, że tej postaci wbrew pierwotnym planom nie zagrał Dobromir Dymecki – musiałabym się go zacząć bać. Nie tylko baron jest tu wyborny w tym, jak jest okropny. Piotr Pacek jako Starski też stworzył bardzo wiarygodną kreację. Z dużą przyjemnością go nie lubiłam. Bardzo mu też twarzowo w tej brodzie.
Marta: Serial jest doskonale obsadzony, chyba nie ma tu słabszego punktu… (tak, Pacek!). Pojawiają się tu zresztą postaci zupełnie zaskakujące dla czytelników “Lalki” Prusa, choćby Agnieszka Grochowska jako… feministka, pisarka Eliza Orzeszkowa! I nie tylko to nie razi, ale wzbogaca tę historię. Dzięki niej i poznanym innym emancypantkom Izabela przechodzi przez piekło (już widzę odsądzające twórców od czci i wiary komentarze), ale jest jakaś prawdziwsza w tym dążeniu do większej niezależności, decydowania o swoim życiu.
Zwróciłam też uwagę na takie drobiazgi jak to, że Łęcka pojawia się w różnych scenach w tych samych sukniach. Niby maleńki szczegół, ale pokazuje, że twórcom zależało na tym, aby nie tyle przebierać Drzymalską co chwilę w coraz bardziej efektowne i kosztowne stroje, ile zaznaczyć, że jest zubożałą szlachcianką. No dobrze, ale powiedzmy sobie: gdzie wady?
Justyna: Poza najbardziej kontrowersyjnym elementem luźnego podejścia do książki, które mi akurat się spodobało? Lekko kłuje mnie w uszy manieryzm wyzierający z niektórych scen i epizodów. Jakoś zjeżyłam się przy scenie, w której Florentyna zatrudnia Mariannę przez to, jak akcentuje słowa, podkreślając wspaniałość rodu Łęckich. Podobnie na nerwy działały mi wszystkie występy niedoszłego amanta Izabeli – tego, który prawie się przez nią zastrzelił. Przez jego sceny miałam wrażenie, że reżyser nie do końca panuje nad obsadą, bo odstawał mi poziomem od reszty. Pojawia się też w narracji taki ton, który nazwałabym serialowym odpowiednikiem prozy Leopolda Tyrmanda. To jest żywa, charakterna opowieść, ale czasami aż za bardzo “pewna siebie”.
Kiedy na ekranie pojawiała się Magdalena Cielecka jako Wąsowska, szczególnie w oczy rzuca się rozstrzał pomiędzy tym, jak gra ona, a jak ten odrzucony amant czy Julia Wyszyńska jako Florentyna. Cielecka opanowana, w pełnej kontroli i pewności siebie, a tamci tacy rozemocjonowani, że aż afektowani.
Byłam też oburzona sceną na wyścigach, kiedy Wokulski przy ludziach robił wyrzuty Łęckiemu, że mu obiecał możliwość starania się o rękę Izabeli. Książkowy Stanisław nigdy w życiu by sobie na coś takiego nie pozwolił – to był moment, w którym poczułam największy sprzeciw.
Irytowała mnie też prezesowa Zasławska w tym wydaniu. Tutaj z kobiety, która była wielką orędowniczką miłości i jedną z największych sprzymierzeńców Wokulskiego, jest jego bodaj największą przeciwniczką. Demirski zrobił z niej chodzącą antytezę kobiety, która żałuje utraconego uczucia: Zasławska to demoniczna strażniczka społecznego porządku klasowego, dewotka i niemal dręczycielka.
Swoją drogą szanuję pomysł, by z Juliana Ochockiego zrobić postać w typie lekko satyrycznym. Mateusz Król bardzo zacnie się z tego zadania wywiązał. Podoba mi się też w tej postaci to, że kiedy porównać ją np. z Reganem z “The Office PL”, to są zupełnie inni ludzie. A mają tę samą twarz.
Marta: Dorzuciłabym może jeszcze dość wolne tempo zawiązywania akcji – pierwsze trzy odcinki, dużo wierniejsze książce niż kolejne – sprawiają, że nie tak szybko, jak może bym chciała, wciągnęłam się w ten świat. Jednak całość się broni, zdecydowanie. Scenografia, kostiumy,scena w powozie niczym z “Bridgertonów”, która – jak myślę – będzie jednym z punktów zapalnych dyskusji między zwolennikami i przeciwnikami tej adaptacji, dla mnie to świeże i ciekawe podejście do klasyki. Szkoda tylko, że nie będę mogła jej jeszcze pokazać synowi. Dla uczniów podstawówek to zdecydowanie zbyt odważna wersja.
Justyna: Myślę, że wersja kinowa będzie tym seansem dla całej rodziny, utrzymanym w duchu większej wierności książkowemu oryginałowi. Niemniej w netfliksowym wariancie maksymalnie bliskie realiom XIX wieku są kostiumy i scenografie. Na spotkaniu z publicznością na festiwalu Nowe Horyzonty projektantka tych zjawiskowych kreacji, legendarna Dorota Roqueplo, bardzo podkreślała, że mocno trzymali się w tym zakresie prawdy historycznej, by wiarygodnie zbudować świat przedstawiony. Bo scenariusz bryka i skacze własnymi ścieżkami.
Marta: I zbliżamy się chyba do pytania: po co nam dwie “Lalki”? Okazuje się, że ta przepiękna, uznawana za arcydzieło powieść może tak różnie inspirować i opowiedzieć coś o nas na tak różne sposoby! Ten netfliksowy jest zdecydowanie bardziej ryzykowny, twórcy zapuszczają się czasem w rejony niemal tarantinowskie, ale jednocześnie, dając widzom świetną rozrywkę, pokazują uniwersalne prawdy. Gdybyśmy dostali najpiękniejszą, ale tylko klasyczną nową ekranizację, moglibyśmy się nią zachwycić, ale dzięki dwóm produkcjom ile ta Łęcka, Wokulski i cały ten świat zyskują życia! Będą emocje. A “Lalka” z pewnością zasługuje na to, by o niej rozmawiać. I – jak mi się wydawało, a co potwierdza autorka “New York Timesa” – może być tak, że po premierze serialu Maślony ludzie sięgną po powieść nie tylko w Polsce.
Marta Korycka,
Justyna Bryczkowska
- Nowicki o podziałach Polaków. “W religii i naszym Kościele upatruję…”
- To nie jest ekranizacja “Lalki”. Czy twórcy Netfliksa poszli za daleko?

Daniel Olbrychski o władzy. “Rządzą nami ludzie podli, a inteligenci…”
Czytelnicy wskazali najlepszego Złego. Wybrali idealną obsadę i reżysera
Hollywoodzka gwiazda czeka na “Lalkę” Netfliksa. “Mąż kocha Polskę”
- 17:00
Pamiętasz, jak na imię miała Łęcka? Quiz sprawdzi, jak dobrze znasz “Lalkę”. 13/13 tylko dla mistrzów - 14:34
Zagrał w kultowym serialu, a później pracował na budowie. “Było mi przykro” - 13:18
Dwa nazwiska, jedno imię. Pytamy tylko o polskie aktorki. 12/12 dla najlepszych - 12:41
Ruszają zdjęcia do ekranizacji kultowej powieści. Tyle płacą za dzień - 07:00
Przekrojowy quiz cośrodowy dla tęgich głów. Większość odpada na starcie
Source: kultura.gazeta.pl
