Komedie romantyczne od lat są traktowane po macoszemu. Rzadko doceniają je krytycy, na Oscarach omija się je szerokim łukiem. Ciągle istnieje przeświadczenie, że oglądanie zabawnych produkcji o miłości należy umieścić na liście wstydliwych przyjemności, a nie prawdziwych zainteresowań. Romcomy wrzuca się do worków produkcji nieambitnych, infantylnych i niewymagających myślenia.
Komedie romantyczne. Jak to z nimi jest?
Argumenty trudno odpierać nawet tym, którzy komedie romantyczne kochają, ponieważ w obrębie gatunku rzadko powstają faktycznie dobre produkcje. Winę ponosi za to głównie pułapka bardzo wąskiego gatunkowego schematu, którego twórcy powinni się trzymać, by nie odbić w melodramat lub film obyczajowy. To duże ograniczenie. Paradoksalnie okazuje się więc, że komedia romantyczna to dla filmowców jeden z najbardziej wymagających gatunków. I najbardziej niewdzięcznych.
Nie ma tu miejsca na realizm (za to na sceny na granicy kampu – owszem), widzowie znają zakończenie (para mimo największych trudności musi się zejść), a postaci i ich zachowania bywają boleśnie powtarzalne. W labiryncie schematów filmowcy muszą opowiedzieć angażującą historię i zaprezentować bohaterów, z którymi widz będzie chciał spędzić czas i mimo cukierkowej otoczki, znajdzie z nimi jakiś punkt wspólny. A wszystko to przy odpowiednich proporcjach humoru i dramatu.
Netflix wraca z popularnym serialem. A ten wraca na dobry tor
Netfliksowi udało się trudne zadanie stworzenia naprawdę angażującej i wyróżniającej się na tle podobnych produkcji komedii romantycznej. Poza ucieczką od rzeczywistości serial “Nikt tego nie chce” oferował świetne postacie drugoplanowe, nieocenioną chemię między głównymi bohaterami oraz zaskakujące przemyślenia dotyczące… tożsamości religijnej.
Joanne (Kristen Bell) i Noah (Adam Brody) to 30-letni single, którzy zakochują się w sobie mimo różnic kulturowych. On jest rabinem, a ona nie jest Żydówką, a na dodatek prowadzi podcast, w którym opowiada o swoim życiu uczuciowym i seksualnym. On jest spokojny, ułożony, empatyczny, ona – roztrzepana, nieco zapatrzona w siebie i pogubiona. To klasyczny motyw przeciwieństw, które z jakichś powodów się przyciągają.
I chociaż serial bazował na stereotypach, nie wyśmiewał swoich bohaterów. Ci czarowali urokiem, a gdy sceny uzupełniały postacie drugoplanowe, seria łapała głęboki oddech. Pierwszy sezon serii był nie tylko udany, ale i niegłupi, zostawiał widza z garścią refleksji. Tym trudniej oglądało się sezon drugi.
Z ciepłej, pełnej empatii historii Netflix płynnie przeszedł do festiwalu żenady. Drugi sezon “Nikt tego nie chce” cofał w rozwoju zarówno postacie, jak i historię, którą widzowie tak bardzo polubili. Rozwiązane problemy znowu wracały, a bohaterowie zapętlali się w coraz bardziej odklejonych rozmowach, niewytłumaczalnych zachowaniach i irytujących scenach.
Największym grzechem sezonu było jednak zmarnowanie fantastycznych postaci drugoplanowych, których ogromny potencjał i urok nagle się rozpłynął. Ich własne przeżycia przestały mieć znaczenie. Złożonych bohaterów z angażującymi i bardzo autentycznymi historiami na czele z Morgan (Justine Lupe) i Sashą (Timothy Simons) sprowadzono do dostrojonych do potrzeb miałkiej fabuły kukiełek.
Na szczęście twórcy “Nikt tego nie chce” zrozumieli, gdzie drzemie ogromny potencjał w serialu. Trzeci sezon powrócił w dużo lepszej formie i okazał się najbardziej udanym z serii. Joanne i Noah przestali tkwić w zawieszeniu i konflikcie na tle wyznaniowym. Również ich charakterologiczne starcia stały się dużo mniej przerysowane i irytujące. Twórcy zauważyli szereg innych wątków, które mogą eksplorować i które mają dużo większy potencjał nie tylko komediowy.
Problemy generuje tym razem wspólne mieszkanie, wyzwania zawodowe oraz demony przeszłości głównych bohaterów. Udanej komedii wtóruje tu jednak świetnie prowadzony wątek romantyczny. Joanne i Noah co prawda nieco zeszli z pierwszego planu, ale dostali swoje momenty. Odcinek, w którym Noah organizuje dla Joanne jej ostatnie święta Bożego Narodzenia, jest niemal tak wzruszający, co zakończenie sezonu.
Serial pogłębia jednak przede wszystkim postacie drugoplanowe. Świetnie zagrani i napisani bohaterowie dostają więcej odcieni szarości, które czynią ich bardziej ludzkimi niż filmowymi. Pierwsze skrzypce w trzecim sezonie gra zdecydowanie relacja Morgana i Sashy, których przyjaźń wchodzi na kolejny poziom. Ich historia jest najbardziej autentyczna i płynie przez serię zaskakująco jak na romcom – naturalnie. Serial eksplorując ich więź, sprytnie wraca do przemyśleń, które serwuje widzom od początku serii. Pokazuje, że na drodze do szczęścia najczęściej staje nam własny bagaż emocjonalny i presja.
“Nikt tego nie chce”. Konflikty nie tylko w serialu
“Nikt tego nie chce” to serial komediowy, skupiony bardziej na relacjach niż komentowaniu rzeczywistości. Mimo to seria kreuje pozytywny wizerunek judaizmu. Twórczyni serii Erin Foster wprost deklaruje, że produkcja jest “listem miłosnym” do tego wyznania. “Stworzyłam go, bo sama stałam się Żydówką i to było piękne doświadczenie. Dzisiaj pozytywna reprezentacja Żydów w mediach jest niemal zerowa, więc myślę, że to ważne” – dodała w podcaście “Not Skinny But Not Fat”. Produkcja omija jednak temat wojny w Strefie Gazy.
Krytyka działań Izraela coraz częściej bywa pretekstem dla antysemitów do szerzenia nienawiści wobec Żydów. Stąd wyraźna potrzeba odbiorców, by twórcy zajmowali jasne stanowisko w sprawie ludobójstwa w Strefie Gazy. W przypadku osób zaangażowanych w “Nikt tego nie chce” sytuacja jest problematyczna. Adam Brody w wywiadzie dla “GQ” postawił sprawę jasno. Wprost oświadczył, że wspomniana wojna to według niego ludobójstwo. “Chcę wolnej Palestyny” – zadeklarował. “To straszne, że ten konflikt pochłonął tyle żyć, jest źródłem wielkiego cierpienia” – dodał.
Wspomniana Erin Foster nie podziela zdania Brody’ego i twierdzi, że sytuacja jest bardziej skomplikowana. “Kocham Adama, ale się z nim nie zgadzam i to jest w porządku” – komentuje. Ostrzej na słowa aktora zareagowała Tovah Feldshuh, która w serialu “Nikt tego nie chce” wciela się w Binę, matkę Noah. W wywiadzie dla “The New York Post” zaznaczyła, że “oskarżanie Żydów o ludobójstwo to szaleństwo”. “To brzmi jak zdanie z podręcznika Hitlera. Bierzesz ofierę i robisz z niej sprawcę” – dodała.
Wojna w Strefie Gazy
W ataku Hamasu na Izrael jesienią 2023 r. zginęło ok. 1200 osób, a 251 porwano. Izrael w odpowiedzi zaatakował Strefę Gazy. Konflikt przerodził się w długotrwałą wojnę, która przyniosła długotrwały kryzys humanitarny.
Jak podaje kontrolowane przez Hamas Ministerstwo Zdrowia, którego statystyki ONZ uznaje za wiarygodne, w izraelskiej ofensywie przesiedlona została niemal cała ludność Strefy Gazy, a zginęło ponad 74 tys. Palestyńczyków. W kampanii zginęło też 472 izraelskich żołnierzy. Od ogłoszenia zawieszenia broni w październiku ubiegłego roku izraelskie siły zabiły co najmniej 1450 osób – wynika z danych resortu.
- serial
- netflix
- seriale Netflix
Source: kultura.gazeta.pl

