Nowy polski serial medyczny nie bierze jeńców. Wciąga od pierwszej sceny
Justyna Bryczkowska20 października 2026, 18:33
Nie przypuszczałam, że z połączenia mocy scenarzystów “Barw szczęścia” i “Na sygnale” wyjdzie produkcja, po której będę się trochę nudzić, oglądając “The Pitt”. A jednak, nowy polski serial medyczny “SOR” – swoją drogą osadzony w tym samym uniwersum co “Na dobre i na złe” i wspomniane wcześniej “Na sygnale” – wciągnął mnie z miejsca. Bardzo fajnie jest się tak zdziwić!
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google

“SOR” włączałam bez większych nadziei. Ot, kolejny polski serial, który dla odmiany TVP wyprodukowała we współpracy z Prime Video. Pewnie bym go nawet zignorowała, gdyby nie czujność szefowej – skubana, wyczuła pismo nosem. Nie minęła nawet pełna minuta pierwszego odcinka (sprawdziłam dokładnie), a tam już polała się krew i główny bohater ruszył do akcji. Potem było już tylko dynamiczniej, a przypominam, że mówimy tu o produkcji, której akcja rozgrywa się głównie na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Polsce. My znamy to miejsce z wielogodzinnych kolejek w poczekalni, a teraz kamera zabiera nas za drugą stronę drzwi.
“SOR” zaskakuje od wstępu. Zapomnijcie o “Na dobre i na złe”
Mówiąc krótko: tu nie ma nudy, tu jest tempo.To aż fascynujące, że trwające niewiele ponad 30 minut odcinki serialu “SOR” tak skutecznie łączą przyjemnie gęstą akcję z przekonującą ekspozycją bohaterów, których perypetie śledzi się ze szczerym zainteresowaniem. Do tego dostajemy różne przypadki medyczne – od drobnych urazów zaczynając, przez groźne wypadki idąc, na kwestiach związanych z poważnymi problemami społecznymi kończąc. Jeszcze się znalazło miejsce, żeby przy tym wszystkim przemycić motyw kochanków sprzed lat, którzy spotykają się teraz w pracy na oddziale, trudną przeszłość jednego z głównych bohaterów i różne osobiste wyzwania każdej z bardziej eksponowanych postaci. Co ważne, przy oglądaniu nie miałam poczucia, żeby te wątki były potraktowane naskórkowo, a raczej optymalnie do potrzeb fabuły.
Scenariusz poprowadził mnie jak po sznurku. Jako widzka nie miałam żadnego innego wyjścia, niż żeby pokochać doktora Piotra Hajduka (Sebastian Dela). Niby zaczynamy od prostego motywu, w którym widzimy, jak chłopak rozmawia przez telefon z nowym szefem o tym, że jutro zaczyna pracę na SOR-ze. Nic nie podejrzewamy, kiedy w czasie tej krótkiej wymiany zdań prawie rozjeżdżają go dzieciaki na elektrycznej hulajnodze.Toż takie zajścia na naszych ulicach są nagminne. My patrzymy na twarz Hajduka, a w tle widać jak hulajnoga i jej pasażerowie lądują na ziemi. On stoi tyłem do wypadku, ale widzi, że w tamtym kierunku biegną ludzie. Rozłącza się, odwraca i biegnie na pomoc.
Robi szybkie rozpoznanie, rozdziela zadania między gapiów i z własnego karku zdziera koszulkę, by podłożyć pod głowę nieprzytomnej dziewczynce (oczywiście, że ani ona, ani kierujący hulajnogą chłopak nie mieli kasków). Do tego wszystkiego doktor Piotr w czasie udzielania pierwszej pomocy jeszcze upomina ludzi, żeby pilnowali pieska poszkodowanej (czego nie robią i mamy kolejny dramat, ale SPOKOJNIE, doktor Hajduk czuwa). Szybko się dowiadujemy, że z nieprzytomnym dzieckiem jest naprawdę kiepsko, bo może nie dożyć przyjazdu karetki. A to tylko początek!
Już po tej wejściowej sekwencji widać, że scenarzyści “SOR-u” – Maciej Sobczyk i Zbigniew Zborowski – wiedzą, co robić, by złapać i utrzymać uwagę widza. Umiejętnie pożenili tu różne elementy ekspozycji: bohatera przedstawiają nam w srogim rozpoznaniu bojem i zaczynają od pokazania skrajnie poważnych konsekwencji bezmyślnej jazdy na tych chole*nych hulajnogach (tak, szczerze ich nienawidzę). Dorzucili jeszcze do tego słodkiego bezbronnego pieska, a także wykonywanie na chodniku procedur medycznych, które zazwyczaj oglądamy na amerykańskich filmach.
Ba, gapiowie nawet do siebie mówią w tej scenie, że takie rzeczy to widzieli w serialu. To sygnalizuje na starcie, że poczucie humoru jest twórcom tego serialu nieobce. Na pewno też nie przeszkadza fakt, że Sebastian Dela to wysportowany młodzieniec, który jest chodzącą wizytówką zdrowego trybu życia.
Mamy nowy polski serial medyczny. Nie bierze jeńców
Niemniej skutecznie przeprowadzona jest prezentacja pracowników SOR-u, na którym doktor Piotr będzie od tej pory pracować.Dynamika relacji pomiędzy poszczególnymi postaciami jest bardzo sprytnie pokazana w drobnych scenkach. W ich rozmowach pomiędzy różnymi akcjami ratunkowymi pojawiają się wyraźne wskazówki co do tego, kto jaką ma osobowość i jakie będzie miał w tym sezonie wyzwania.
Przykładowo: uśmiechnięty, acz szorstki ordynator Andrzej Drawski (Ireneusz Czop) ku irytacji młodej szefowej rezydentów doktor Katarzyny Zawadzkiej (Sonia Mitielica) prosi ją o zrobienie mu “kawki”. Sprytna rezydentka Ola (Patrycja Franczak) mu się podlizuje i oferuje, że ona się tym zajmie. Kawusia panu ordynatorowi bardzo smakuje, więc kiedy podwładna prosi o zgodę na przeprowadzenie upragnionego zabiegu, on zgadza się z rozpędu. A obecna przy tej rozmowie szefowa rezydentów z kolei uważa, że Ola jest jeszcze niegotowa. To się dzieje naturalnie i gdzieś pomiędzy wjazdem jednych i drugich noszy z pacjentami.
Kolejnym elementem tej ludzkiej układanki jest przełożona pielęgniarek Basia (Dominika Kluźniak), która z doktorem Andrzejem się przyjaźni. Nie boi się więc zwrócić mu uwagi na to, że młoda Ola nim manipuluje. On czuje się przy niej na tyle swobodnie, żeby ze śmiechem przyznać, że jest tego świadomy. Przy Kasi niekoniecznie by sobie na to pozwolił.
A potem na lśniący nowością i czystością SOR wjeżdżają pacjenci i nie ma czasu na pogaduszki. Jest chaos, kolejki, czekanie na specjalistów z oddziałów i walka o życie. W tym tyglu widzimy kolejnych zawodników: rezydentka Zuza (Mary Pawłowska) radzi sobie świetnie i jest pełna zaangażowania, a sympatyczny stażysta Wojtek (Maciej Bisiorek) jest ewidentnie pogubiony, bo ta adrenalina mu zupełnie nie służy. Basia i Andrzej próbują z pełną cierpliwością go jakoś ustawić do pionu, a tymczasem na oddział zajeżdża Piotr i jest to wejście z gatunku efektownych.
Akcja ratunkowa trwa, a my przy okazji dowiadujemy się, że Piotr nieszczególnie lubi się trzymać procedur, kiedy życie pacjentów jest na szali. Zdyscyplinowana i ambitna Kasia oraz Andrzej mają oczywiście odmienne zdanie na temat. Ostatecznie jednak wszyscy grają do jednej bramki, a my jako widzowie dostajemy sceny brawurowych zabiegów.
Swoją drogą, przed zdjęciami aktorzy przeszli intensywny trening z medycznych procedur, a na planie zawsze obecny był konsultant, który pilnował możliwie największej zgodności tego, co widzimy na ekranie, z tym, co się na oddziałach ratunkowych dzieje. Uproszczenia oczywiście są, ale co do zasady to nie jest tylko malownicza i głównie zmyślona choreografia.
Gdzieś pomiędzy błyskawicznymi diagnozami rzucanymi to przez Piotra, to przez Kaśkę, oporami ordynatora, który na ich pomysły się mimo wszystko godzi, dowiadujemy się, że Hajduka i doktor Zawadzką coś kiedyś łączyło. Widać od razu, że to będzie rzutować na dalszą akcję.
To nie koniec atrakcji, bo w obrazku i dalszych odcinkach pojawia się jeszcze srogi profesor Krzysztof Zawadzki, ojciec Katarzyny i autorytet w dziedzinie kardiologii – w tej roli z naturalną charyzmą postrach sieje Andrzej Grabowski. Nie musi się pojawiać na ekranie często, by poczuć wagę jego obecności i by wiedzieć, że to on musi mieć zawsze rację. Córkę beszta za wybory zawodowe, a z Piotrem się nie lubi jako niedoszły teść. Powiem tylko, że scena, w której dochodzi do ich pierwszej konfrontacji, przyniosła mi niezwykłą satysfakcję.
Na dokładkę w wątku romantycznym mamy jeszcze obecnego partnera Kaśki, Krystiana (Maurycy Popiel). Nie mogę powiedzieć, żeby wydał mi się sympatycznym człowiekiem, ale to oczywiste – fabuła jest tu skonstruowana tak, by widz chciał głównie kibicować nieco buntowniczemu, acz kompetentnemu Piotrowi. Jest trochę bezczelny i pewny siebie, ale ma też jak najlepsze intencje. To, że ma za sobą trudną przeszłość sprawia tylko, że wydaje się bardziej ludzki. Ogólnie większość postaci łatwo tu polubić, nawet jeśli mają dość oczywiste wady. Co do zasady narracja też skutecznie prowadzi nas pomiędzy wydarzeniami współczesnymi a retrospekcjami z życia Kasi i Piotra, które rzucają ciekawe światło na to, co dzieje się teraz. Przyznaję jednak, że raz byłam przekonana o tym, że patrzę na sceny z przeszłości, a okazało się, że to teraźniejszość. To jednak dość drobne potknięcie.
Powiedziałabym, że to bardzo hollywoodzki pod względem tempa i melodramatycznego wysycenia serial. Wciąga tak, że po obejrzeniu wszystkich dostępnych do recenzji odcinków postanowiłam na pocieszenie włączyć sobie obsypany nagrodami amerykański “The Pitt”. W końcu to też serial o SOR-ze. Przyznam, że sposób prowadzenia narracji jest tam tak inny, że napompowana adrenaliną po polskiej produkcji szybko się znudziłam. Trzeba jednak zwrócić uwagę na ważną różnicę między tymi pozycjami cały sezon “The Pitt” rozgrywa się na przestrzeni jednego dyżuru i kamera śledzi bohaterów w czasie rzeczywistym, a jednak odcinki są godzinne.To daje zupełnie inną dynamikę niż w przypadku 30-minutowych odcinków-koncentratów. Nie mówię, że “SOR” to skończone arcydzieło, ale naprawdę bardzo dobrze się tę produkcję ogląda. Solidna robota.
Oczywiście nie umknęło mojej uwadze, że ten serialowy SOR jest aż za śliczny i nowoczesny, a lekarze i ratownicy nie są na nim skrajnie przemęczeni. Myślę, że każdy widz chciałby na taki oddział pełen kompetentnych i zaangażowanych medyków trafić. Nawet jeśli pracuje tam taki nieporadny stażysta jak Wojtuś, który w szybkości reakcji może nie przoduje, ale dostaje pole do popisu, by pokazać, że ma złote serce. Zdarzają się tu sytuacje, w których pod nosem człowiek mówi sobie, że chciałby by takie rzeczy, jak w tym serialu naprawdę działy się na SOR-ach. Pięknie by było, gdyby np. lekarze zawsze mieli przestrzeń, by wyłapywać subtelne oznaki skomplikowanych problemów zdrowotnych, a pielęgniarki zawsze miały czas, żeby ofiarom przemocy domowej dawać namiary na instytucje, w których znajdą doraźną pomoc. Jak wiemy, telewizja rządzi się swoimi prawami i nie można się obrażać na to, że rzeczywistość na ekranie jest podkolorowana. Ale też między innymi dzięki temu tak wciąga.
Serial “SOR” składa się z 12 odcinków i debiutuje we wtorek 20 października o godzinie 22:20 w TVP2 i w serwisie Prime Video. Na tej platformie cały sezon pojawi się w całości w dniu premiery, natomiast w TVP2 i TVP VOD kolejne odcinki emitowane będą co tydzień. Uprzedzam, może być trudno się oderwać.
- tvp
- amazon prime video
- serial
- <img src="https://bi.im-g.pl/im/40/8e/1f/z33087552H.jpg" alt='Richard Riehle nie żyje. Grał w “Ściganym” i “Kasynie”‘ loading=”lazy”>
Richard Riehle nie żyje. Grał w “Ściganym” i “Kasynie” - <img src="https://bi.im-g.pl/im/4a/8e/1f/z33087562H,Mads-Mikkelsen.jpg" alt="Gwiazdor wymienił cztery najlepsze filmy w historii. Padł polski tytuł” loading=”lazy”>
Gwiazdor wymienił cztery najlepsze filmy w historii. Padł polski tytuł 
Ta alpejska dolina to zimowy pewniak. Śnieg, 86 km tras i atrakcje, które pokochają także rodziny z dziećmiMATERIAŁ PROMOCYJNY
Film Netfliksa dostał 4 Oscary. Naziści zakazali tej historii
Cenzura PRL zakazała filmu. Na premierę czekał prawie 40 lat
- 18:33
Mamy nowy polski serial medyczny. Nie bierze jeńców - 18:29
Lewandowski, Tokarczuk, Wałęsa. Wiesz, gdzie urodziły się znane osoby? - 14:16
Zbierają podpisy, by film nie trafił do kin. U nas będzie dostępny 2 dni - 12:40
Netflix zamknie 30 osób w więzieniu. I zrobi z tego show - 10:47
Grała Julię w “Barwach szczęścia”. Jak potoczyła się jej kariera?
Source: kultura.gazeta.pl

