
Kadr z filmu/Foto: Karolina Grabowska/materiały prasowe
Półtora roku po wydarzeniach z pierwszego sezonu, Kama, Ula, Tatiana i Jerzy otwierają własną szkołę, czyli „Biegun Szczęścia”. Szkoła miała dać ich dzieciom bezpieczeństwo i akceptację, niestety szybko stała się miejscem walki z biurokracją, finansami, ale też po prostu emocjonalnym przeciążeniem.Dzieciaki zaczynają dojrzewać i zadawać trudne pytania.
Nie mogliśmy się doczekać, tak samo jak widzowie i z ciekawością czytaliśmy ten drugi sezon. Początek mieliśmy zaskakujący, bo nie spodziewaliśmy się aż takich zwrotów akcji, zmian i pogłębienia różnych historii. A później, gdy wróciliśmy na plan to była wielka radość – opowiada w rozmowie z RMF FM Magdalena Różczka, serialowa Tatiana.
Ale pojawił się też mały stres. (…) Przy drugim sezonie zawsze jest to przekleństwo pierwszego– dodaje grający Jerzego Tomasz Tyndyk.
Ten projekt zajmuje szczególne miejsce w moim sercu i dla mnie „Matki Pingwinów” są game changerem. Ucieszyłam się, bo wiedziałam, że będę miała w drugim sezonie szansę pokazania mojej bohaterki zupełnie pod innym kątem, w zupełnie innym świetle – mówi w RMF FM grająca ponownie Ulę Barbara Wypych. Nie mogłam doczekać się, kiedy wrócę na plan i spotkam się z moimi przyjaciółmi, bo pierwszy sezon bardzo mocno nas złączył i powstały piękne przyjaźnie, które trwają do dziś– dodaje aktorka.
Pierwszy sezon dotyczył akceptacji diagnozy, a drugi sezon jest bardziej o dojrzewaniu, o dorastaniu bohaterów.
Była też ogromna potrzeba skierowania oczu na dzieci, które są niewidzialne, na których ramionach jest ogromny ciężar, które wychowują się w otoczeniu osób z niepełnosprawnościami i bardzo często ich potrzeby są pomijane. I w moim wątku to wybrzmiewa – mówi nam Barbara Wypych.
Z zaciekawieniem weszliśmy w ten nowy świat i w nowy czas, ponieważ to jest też podyktowane wiekiem naszych serialowych dzieci – dodaje w RMF FM Magdalena Różczka. A my nie jesteśmy idealni, my popełniamy błędy jako serialowi rodzice– mówi.
Jesteśmy blisko widza dzięki temu– podkreśla Tomasz Tyndyk.
W nowym sezonie wyraźniej wybrzmiewa też temat ojcostwa. To za sprawą nowego bohatera Pawła, granego przez Mateusza Damięckiego, partnera Kamy, w którą wciela się Masza Wągrocka.
W jednym z odcinków drugiego sezonu Tatiana mówi do syna Michała: „Ja się od ciebie uczę”. Czego aktorzy nauczyli się na planie „Matek Pingwinów”?
To bardzo fajne pytanie – ocenia Masza Wągrocka. I opowiada w rozmowie z RMF FM o tym, że ten rodzaj spontaniczności w pracy z dziećmi z niepełnosprawnościami jest bardzo drenujące energetycznie.
Nie bardzo sobie umiem wyobrazić, co teraz mogłoby mnie pokonać, jeżeli chodzi o moją koncentrację, umiejętność improwizacji, czy pracę w trudnych warunkach. A jeżeli chodzi o taki poziom ludzki, to ja kocham mojego serialowego syna Jasia. Oczywiście my pracujemy z Magdą, która jest reżyserką dzieci i też psycholożką, terapeutką. Wobec tego to wszystko jest w bezpiecznych ramach. Ale my naprawdę jesteśmy blisko i ja na pewno od mojego Jasia uczę się spontaniczności. (…) i „zajawek”. Jaś non stop ma zajawkę, jakieś nowe ekscytacje, nowe tematy, nowe hobby i cały czas mi o tym opowiada. I ja nagle pojęłam, że w moim życiu jest jakiś brak zabawy i że ja wszystko traktuję na poważnie i chcę „doprowadzać” tematy, zamykać do końca. I od Jaśka nauczyłam się, że mogę się czymś fascynować przez tydzień i to zostawić. Tylko dla zabawy. No i też masę czułości on mi dał. A to, że on mi ufa, to jest jakiś niesamowity przywilej – dodaje aktorka.
Czuję się mocna, silna i sprawcza – podkreśla Barbara Wypych. I to jest niesamowite też dlatego, że my z Maszą wypowiadamy się jako aktorki, które nie mają dzieci, więc jesteśmy dowodem na to, że poruszamy się w świecie wyobrażeń i naszym silnym narzędziem, żeby w sposób rzetelny i uczciwy poprowadzić role, jest nasza wysoka empatia – mówi.
Jedno jest pewne. Ja mam trójkę dzieci i ja każdego dnia się od nich uczę. Tutaj przeżyliśmy dwa sezony, spędzając razem bardzo dużo czasu i my dorośli i z naszymi dziećmi. I na pewno bardzo dużo się od nich uczymy otwartości i szczerości– mówi w RMF FM Magdalena Różczka.
Te dzieciaki tak tego świata nie rozdzielają tak my, dorośli – dodaje Tomasz Tyndyk – One znajdują jakiś swój zupełnie neutralny sposób porozumiewania się. I to też zaczęło się stawać dla mnie jakąś normą. (…) A tak aktorsko to moja córka serialowa Hela dała mi duże poczucie, że mogę być wolny. Bo ona była bez granic, więc ja też mogę być bez granic. (…) I pomyślałem: no dobra, po prostu wspólnie lecimy.
Source: www.rmf24.pl

